Nauczycielka śpiewu z powołania

Nauczycielka śpiewu z powołania – dlaczego zostałam nauczycielką śpiewu

Nauczycielka śpiewu z powołania – czy ktoś taki istnieje? Nauczycielka śpiewu z powołania to osoba, której poszukujesz? Nie chcesz kolejnej lekcji śpiewu, która wygląda identycznie jak poprzednia, pragniesz się rozwijać, czuć, że śpiew jest rozwijający, że wpływa na całe Twoje życie i inne jego aspekty? Chciałbyś, by ktoś zarażał Cię miłością do śpiewu, uświadamiał jak ważna jest prawidłowa technika i cieszył się razem z Tobą z postępów, by był dla Ciebie – dostępny i zaangażowany w Twoją edukację? Nauczycielka śpiewu z powołania – to jej potrzebujesz.

Nauczycielka śpiewu z powołania – pierwsze wokalne rozkminy

Swoją przygodę ze śpiewem rozpoczęłam zupełnie niewinnie, niepozornie i półamatorsko – moja mama prowadziła chór parafialny, więc bardzo naturalne było dla mnie uczestnictwo w występach czy oprawa muzyczna ważnych uroczystości kościelnych, ale nigdy bym nie przypuszczała, że zajmę się tym zawodowo – miałam być zawodową skrzypaczką. Już śpiewając w chórze zastanawiałam się nad tym, jak powinnam oddychać, czemu jedna babeczka z chóru brzmi mocno, a inna brzmi jak gdyby wydawała swoje ostatnie tchnienie, zauważyłam, że barwa głosu zależna jest od poziomu rozwarcia szczęk, że wiek wpływa na głos i trochę go psuje, że nad starczym wibratem ciężko zapanować i że osoby mające silniejsze głosy nadają barwę całemu zespołowi wokalnemu. Zastanawiałam się, dlaczego nikt nie pokazuje nam jak oddychać – naprawdę w wieku 10 lat stałam, śpiewałam (i to dość ładnie) i zastanawiałam się, co z tym oddychaniem, później coś tam próbowałam machać brzuchem (w przeciwną stronę, jak się później okazało). Więc tak – Twoja nauczycielka śpiewu od najmłodszych lat zwracała ogromną uwagę na oddech. Niestety nikt nie był w stanie odpowiedzieć na te wszystkie nurtujące pytania, bo… nie miałam obok nauczycielki śpiewu z powołania (albo nawet i bez niego).

Nauczycielka śpiewu z powołania – co się stało, że pojawiła się nauczycielka

Zapisanie się na zajęcia śpiewu było zupełnie spontaniczną decyzją, wynikającą z tego, że mój głos zaczął się łamać, nie byłam w stanie swobodnie śpiewać (nawet w chórze) i nie wiedziałam, co się dzieje, więc znajoma, która uczęszczała na prywatne zajęcia wokalne poleciła konserwatorium muzyczne i tam też się udałam. Nie wybierałam nauczycielki, nie wiedziałam nawet do kogo idę, nie sprawdziłam doświadczenia pedagogicznego, autentycznie nie miałam pojęcia kto poprowadzi ze mną pierwszą lekcję śpiewu. Pierwsze spotkanie miało formę przesłuchania, sprawdzenia skali itp., dopiero podczas kolejnych rozpoczęła się praca nad utworem i nagła propozycja o przystąpieniu do egzaminów wstępnych do szkoły muzycznej. Podczas jednej lekcji nieśmiało zapytałam o oddychanie – wtedy dowiedziałam się w którą stronę powinien pracować brzuszek, ale temat nie był później rozwijany. Co się stało, że w moim życiu pojawiła się nauczycielka? Głos się sypał i się wystraszyłam (ja oraz moja mama), więc zajęcia wokalne były takim ratunkiem dla mojego śpiewu, żebym mogła nadal koncertować z chórem parafialnym.

Nauczycielka śpiewu z powołania – czy sama jestem takim nauczycielem o jakim marzyłam?

Decydując się na naukę śpiewu marzyłam o tym, że w moim życiu pojawi się taki Anioł Stróż mojego głosu, przyjaciel, który będzie doradzać, opiekun, który zawsze będzie wspierał i rozumiał. Chciałam, by ktoś pokazał mi różne ciekawe ćwiczenia, wskazał jak samodzielnie trenować w domu, żebym czuła, że naprawdę angażuję się w naukę. Marzyłam o pełnym zaangażowaniu, indywidualnym podejściu, o swobodnej atmosferze, o dbaniu nie tylko o mój głos, ale również o samopoczucie psychiczne. Chciałam czuć przynależność do pewnej grupy, czuć się w niej dobrze, pewnie i swobodnie. Pragnęłam ćwiczyć, trenować i by informacje były przekazywane w sposób zrozumiały, normalny – nie chciałam na tle rówieśników w „normalnej” szkole czuć się dziwaczką, tylko kimś, kto też trenuje, ale śpiew, a nie sporty (jak większość). Chciałam żeby nauczyciel był obok, wspierał, pokazywał mi, że nie jestem sama w tym rozwoju wokalnym, ale że jest ze mną.

Nie wiem na ile mi wychodzi, bo jestem tylko człowiekiem, ale dla swoich uczniów staram się być taką nauczycielką, o jakiej marzyłam – przede wszystkim jestem dostępna, każdy z moich uczniów wie, że potrafię odpisać na wiadomość o bardzo późnych porach, odebrać telefon w swój wolny dzień, spotkać się poza zajęciami na kawę. Staram się dopasowywać ćwiczenia i przebieg zajęć do ucznia – jeden potrzebuje więcej przerw, czasem pogawędki, a drugi chce mieć intensywny trening wokalny i czuć, że wykorzystuje 100 proc czasu z pedagogiem. Staram się pytać o samopoczucie nie tylko te fizyczne, lecz również psychiczne. Interesuję się, co słychać u moich uczniów i mieć z każdym dobry kontakt. Nie chcę się wywyższać czy podkreślać swoją „lepszość” w wokalistyce, więc z każdym uczniem jestem na „ty”, a w czasie zajęć nie urządzam popisów wokalnych, by pochwalić się moimi możliwościami. Nauczycielka śpiewu z powołania – to mój cel;)